Zapraszam do oglądania i komentowania. Spodobała Ci się moja praca? Chcesz zamówić? Napisz do mnie: bezsennameg@gmail.com

wtorek, 13 lutego 2018

inspiracyjnie - książki ostatnich miesięcy

W poprzednim roku wróciłam do czytania książek (w 2016 miałam całkowity przestój - nie przeczytałam ani jednej książki za co strasznie mi wstyd). Zainwestowałam w czytnik ebooków, bo przy małym dziecku i ilości zabieranych rzeczy nawet na spacer wolę mieć coś lekkiego i małego co pomieści wiele książek. Pomyślałam, że zrobię małe posumowanie i zbiorę kilka ciekawych pozycji w jedno miejsce (staram się po przeczytaniu wrzucać zdjęcie i krótki opis na instastory więc zapraszam do obserwowania!).


1. Małgorzata Falkowska "Mąż potrzebny na już", "Gorzej być (nie) może", "Poszukiwani, poszukiwany" -świetna seria dla kobiet. Idealna na długie zimowe wieczory, czyta się szybko
i przyjemnie. Perypetie sześciu przyjaciółek, w pierwszej części wszystko kręci się wokół szukania męża dla Berki, która postanowiła że w ciągu roku go znajdzie... Druga część to przemiana szalonej
i rozpieszczonej Zośki, a w trzeciej dziewczyny szukają idealnego kandydata na dawce... Jest to na prawdę zabawna seria komedii romantycznych. 



2. Izabela Sowa "Tymczasem" - od dziesięciu lat czytam książki Izy, zaczęłam całkowicie przypadkowo od "Cierpkość wiśni", którą dostałam od kuzynki i przepadłam... "Tymczasem" to opowieść o Monique, która z pozoru wiedzie idealne życie, jest stylistką, pracowała w telewizji, ma mieszkanie w Warszawie, faceta... ale... no właśnie... klientki jej się wykruszają, telewizja nie zaprasza na kolejne nagrania, a na spłatę kredytu zaczyna brakować kasy. Wyjeżdża na kilka dni do Krakowa, próbuje spotkać się z wujkiem... spotyka na swojej drodze Brzytwę (znaną już z wcześniejszych książek tej autorki) i ten wyjazd odmienia jej spojrzenie na życie. Jest to opowieść, która pokazuje współczesne problemy, bez przesłodzonej otoczki. 


3. Aneta Jadowska "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - przeczytałam gdzieś, że jest to książka idealna dla fanów Joanny Chmielewskiej, ale nie mogę się z tym zgodzić. Głowna bohaterka Magda wraca do rodzinnej Ustki, gdzie pewnego ranka znajduje w morzu trupa. Mam wrażenie, że owy trup jest tylko tłem, albo raczej pretekstem do odkrycia sekretów rodzinnych. Jest to bardziej literatura obyczajowa poruszająca bardzo ważny temat dla nas kobiet. 


4. Dan Brown "Początek" - Robert Langdon nieśmiertelny. Uwielbiam te zawiłości historyczne i naukowe. Jednak po raz kolejny autor powiela schemat utarty w poprzednich powieściach. Brakuje tu dreszczyku emocji, który czułam czytając "Kod Da Vinci" czy "Anioły i demony". 


5. Tom Hanks "Kolekcja nietypowych zdarzeń"- W dzisiejszych czasach każdy może wydać książkę, dlatego jestem bardzo sceptyczna do tworów aktorów czy blogerów. Tom jest świetnym aktorem 
i tego nie można podważać, dlatego czy słusznie zabrał się za pisanie książek? Myślę, że "Kolekcja nietypowych zdarzeń" to bardzo dobry debiut. Zbiór opowiadań w którym nie każda historia mi się podoba, ale czytałam z zaciekawieniem... Świetne jest to, że każdą opowieść łączy pewien element. Trzymam kciuki za Toma i jego kolejne utwory!


6. Julia Raczko "Gdzie jest Julia?" - Autorka rzuciła wszystko i wyruszyła w podróż dookoła świata. Lubie sięgać po książki podróżnicze, bo gdzieś wewnątrz zawsze marzyłam o rzuceniu wszystkiego 
i wybraniu się w drogę (nie będę ukrywać, że moją inspiracją zawsze była Kinga Choszcz i bardzo polecam jej książki podróżnicze). Ogromnym plusem w tej lekturze są porady na podróżniczych żółtodziobów. 


M.

czwartek, 1 lutego 2018

dwulatka, sanki i pierwsze kroki, czyli podsumowanie stycznia

Styczeń zawsze będzie dla nas wyjątkowy. Dwa tygodnie temu Wiktoria skończyła dwa latka - wciąż nie mogę się nadziwić jak ten czas szybko leci... Mała rośnie, przybiera na wadzę, więc jestem coraz pewniejsza, że nie wrócimy na Żywienie!


Styczeń stał pod znakiem pierwszych razów! Udało nam się zabrać Wikę na sanki! Niewiarygodne, bo śnieg leżał dosłownie kilka dni. I musieliśmy to wykorzystać. Wiecie co jest smutne? W tym czasie trwały ferie zimowe... ale oprócz nas nie widzieliśmy zbyt wiele dzieci na sankach. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem to wykorzystywaliśmy każdą chwilę, żeby pozjeżdżać z górek. Czy moje dzieciństwo było szczęśliwsze, bo byliśmy odłączeni od komórek i komputerów? Myślę, że tak!




30 stycznia stał się najprawdziwszy cud! Moje dziecko postawiło pierwsze kroki! Wiem, że to całkiem normalna rzecz w rozwoju ruchowym dziecka... ale dla nas chodzenie Wiktorii od początku stało pod znakiem zapytania. Nie wiedzieliśmy jak zaburzenia neurologiczne spowodowane wylewami w mózgu wpłyną na rozwój naszego dziecka. Niestety pierwsze rokowania były beznadziejne, neurolog po wyniku rezonansu spodziewała się najgorszego: czterokończynowego niedowładu, a nawet dziecięcego porażenia mózgowego. Włożyliśmy dużo pracy, dużo rehabilitacji
i ćwiczeń w domu... Jak widać nasz wysiłek się opłacił. Wika zaczęła chodzić. Na razie nieśmiało, ale przecież każde dziecko od tego zaczyna. Każde dziecko musi upadać, najważniejsze że wstaje
i idzie dalej.


Pozdrawiam, M.

wtorek, 2 stycznia 2018

poświątecznie!

Święta minęły stanowczo za szybko, a że męża nie było przez prawie cały grudzień - przyjechał dopiero na Wigilię to bardzo ciężko było mi wygospodarować trochę czasu wcześniej. Wróciliśmy do Warszawy w sobotę w nocy, w Sylwestra oczywiście pracował. A od wczoraj zaczęła się przeprowadzka moich rodziców, więc prawie cały dzień przewoziliśmy rzeczy... przez 20 lat trochę im się zebrało. 

W końcu dostałam obiektyw 50mm o którym myślałam od bardzo dawna. Mam nadzieję, że w 2018 roku częściej sięgnę po aparat.









Pozdrawiam, M.

czwartek, 23 listopada 2017

jesień w Warszawie

Uwielbiam jesień. Idealna pora roku. Nie jest już gorąco, ale pogoda jeszcze jest znośna. Uwielbiam spadające, złote liście. Uwielbiam to przemijanie... Dziś już jest szaro, ponuro a kilka dni temu padał śnieg. Jednak dla nas to jest nieważne! Dla nas to najpiękniejszy listopad jaki mogliśmy sobie wymarzyć. 



Dwa miesiące minęły od naszych pobytów w szpitalu. Załapaliśmy kilka infekcji, 3 tygodniowe szkolenie męża w Słupsku, ciągłe zastrzyki na skrzepliny i co gorsza kolejne problemy z cewnikiem, o których bałam się głośno mówić. Krew się aspirowała tylko pod jednym kątem, przez cały czas nie mogliśmy doprowadzić skóry pod opatrunkiem do normalności. Po ostatniej kontroli niewiele się zmieniło, dalej 5 worków (miałam wrażenie, że lekarka specjalnie wyszukała jakiś jeden parametr
w wynikach krwi, żeby tylko nie zmieniać nic), jeszcze skórę pod opatrunkiem mieliśmy przemywać spirytusem.... co okazało się koszmarem dla Wiktorii. 



Cztery dni po kontroli Wika wzięła sprawy w swoje ręce. I to dosłownie! Wyciągnęła sobie cewnik! Wyobraźcie sobie moje przerażenie, zwłaszcza że wszystko wydarzyło się nad ranem podczas toczenia worka. W szale rzuciłam się, żeby sprawdzić czy Mała nie krwawi, na szczęście obyło się bez krwi.... Telefon na oddział, izba przyjęć, przyjęcie do szpitala, doppler tętnic... bo od razu chcą nas dawać na blok operacyjny!



Jednak my tak łatwo się nie daliśmy! Dopiero co Wika miała dwa zabiegi, nie chcieliśmy w tak krótkim czasie serwować jej kolejnych stresów. Przedstawiliśmy lekarce nasze argumenty....
i dostaliśmy szansę. Szansę na zejście z żywienia. Dwa tygodnie w szpitalu, żeby pokazać jak ładnie je, pije i przybiera na wadze. 



Zdarzył się mały cud. Chociaż dla nas to ogromny cud! Jesteśmy już w domu, niesamowicie szczęśliwi, chociaż jeszcze nie całkiem to do nas dociera. Bez pompy, bez worków, bez cewnika! Mamy szansę na normalne życie. 


Pozdrawiam, M.

wtorek, 5 września 2017

coś ty nam zrobił, sierpniu

Los bywa okrutny. Właśnie przeżywamy pewnego rodzaju zderzenie ze ścianą. Mija miesiąc odkąd jesteśmy w szpitalu z Wiką. Trudny miesiąc, bo za nami dwa zabiegi. Ciągle coś staje na naszej drodze do domu. Jestem już tym wszystkim strasznie zmęczona....

Wspominam sobie lipiec, te cudowne miejsca, słoneczną pogodę i piękny uśmiech mojego dziecka.









M.

czwartek, 20 lipca 2017

Tort z pampersów

Ostatnio odwiedziliśmy małego Julka, synka mojej koleżanki. Jako, że należę do osób, które lubią praktyczne prezenty to postawiłam na pampersy. Wiadomo, że młodzi rodzice mają dużo wydatków, a pieluchy do najtańszych nie należą.... Wybrałam trochę inną formę prezentu, zrobiłam tort
z pampersów. Dodałam jeszcze kilka małych dodatków: maskotkę słonika, trzy książeczki kontrastowe zapakowane w papier i dwa bodziaki schowane w środku warstw - jako niespodzianka.





My staramy się odpocząć na wsi. Oddychamy świeżym powietrzem, brudzimy stopy na trawie, łapiemy słońce. Zapraszam na mojego insta, bo może coś ciekawego tam się pojawi :) 

Pozdrawiam ciepło, M.