Zapraszam do oglądania i komentowania. Spodobała Ci się moja praca? Chcesz zamówić? Napisz do mnie: bezsennameg@gmail.com

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołego Alleluja!

Chciałbym Wam życzyć spokojnych Świąt, spędzonych w gronie najbliższych.


Nam udało się wyrwać z miasta. Święta spędzamy rodzinnie, z dala od zgiełku i wrzawy (chociaż w tym czasie w Warszawie spokojnie jak nigdy....). Delektujemy się ciszą i spokojem.

Jestem beznadziejna. Kilka dni przed wyjazdem miałam plan na zdjęcia. Zaczęłam przygotowywać "rekwizyty" dla mojego zająca. Pompony i uszy zrobiłam sama. Skrzynkę pomalowałam białą bejcą. Wszystko super... ale... zapomniałam aparatu. Na szczęście rodzice jechali kilka dni po nas i zabrali swój, ale dawno go nie używałam, więc zdjęcia nie wyszły takie jakbym chciała.





Nie zawsze wszystko po naszej myśli, ale ostatni rok nauczył mnie, że nie ma co się załamywać, bo są gorsze rzeczy na świecie niż zapomniany aparat, czy nieudane zdjęcia.

Smakujcie życie! M.

piątek, 7 kwietnia 2017

Łapacz snów z koronki

Zauroczona zdjęciami pięknych łapaczy na instagramie stwierdziłam, że muszę przygotować jeden dla siebie. Niestety nie potrafię robić na szydełku, więc koronkową serwetkę musiałam kupić.
To jest jedyny minus, albo plus bo oszczędziłam sporo czasu, ale z drugiej strony nie jest to w pełni "handmade". 






Sprawdziłam w googlach i ceny łapaczy są w granicach 100zł (znalazłam nawet takie za 130). Koszt mojego to ok 25zł.

Pozdrawiam, M.

niedziela, 19 marca 2017

Flower box

Przeglądając instagrama już jakiś czas temu natknęłam się na "kwiaty w pudełku". Chociaż jestem przeciwnikiem dawania kwiatów w prezencie to bardzo spodobała mi się taka kompozycja. 
Jako, że zbliżały się urodziny kuzynki podjęłam wyzwanie, chociaż nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z florystyką.

Bardzo ciężko było znaleźć odpowiednie pudełka, chociaż może za słabo szukałam, ale w tygodniu przed imprezą oprócz rehabilitacji, mieliśmy jeszcze kontrolę w szpital i zwyczajnie nie miałam czasu, żeby latać po sklepach. Fioletowe pudełko zostało kupione na giełdzie kwiatowej, a czarne zostało zrobione przez mojego tatę; jest to po prostu rura kartonowa po plakatach z dodanym dnem, pomalowana przeze mnie farbą akrylową (wyszło troszkę za wysokie). 

Musiałam posłużyć się tutorialem z internetu i oczywiście z pomocą przyszła Kasia z Twoje DIY. 





Moje flower boxy wymagają jeszcze dopracowania, ale myślę że jak na pierwszy raz wyszło całkiem całkiem. 

Jak oceniacie moją pracę? 

Pozdrawiam, M.

wtorek, 14 marca 2017

Kartka ze słoniem

W miniony weekend świętowaliśmy osiemnaste urodziny mojej siostry ciotecznej. Przygotowałam
z tej okazji kartę z życzeniami. Zbierałam się chyba dwa tygodnie, żeby ją zrobić i oczywiście nie miałam czasu. Postawiłam na prostotę: wydrukowałam słonia, nakleiłam na bazę i dodałam do tego czarną kopertę.
Banalne...




Przeczytałam książkę Katarzyny Bondy i powiem Wam, że nie zachwyciła mnie. Porównują ją do kryminałów skandynawskich, ale to nie jest to...
Polecacie jakąś dobrą książkę na wieczór?

Pozdrawiam, Meg.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Baner na urodziny

Moja córka skończyła rok, na razie zrobiliśmy niewielkie przyjęcie na którym byli tylko moi rodzice i siostra. Zrobiłam drobiazg, żeby chociaż troszkę umilić ten dzień. Postanowiłam na baner, który później przerobiony zawieszę nad łóżeczkiem Wiktorii.




Mój mały "roczniak", w sukience po mnie :)





Pozdrawiam, M.


środa, 4 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016.

Pewnie nie będę oryginalna jak powiem, że ten rok minął niesamowicie szybko. Za szybko.... Jednak bardzo się cieszę, że już się skończył. Bo w 2016 los nam rzucał kłody pod nogi.. Ale wszystko kręciło się wokół jednego słowa....

Wiktoria.



1. Styczeń
Pamiętam jak równo rok temu byłam szczęśliwa, miałam duży brzuszek a w nim Fasolkę. Byliśmy podekscytowani, w końcu pierwsze i upragnione dzieciątko. Miałam rodzić w maju... Niestety los sprawił, że urodziłam w połowie stycznia. Pamiętam jakby to było wczoraj.... ten strach. Pierwsze godziny po porodzie przepłakałam. Długo się obwiniałam... usłyszałam wiele gorzkich słów od neonatolog, która uratowała Wiktorię. Dopiero po przewiezieniu Małej do CZD poczułam ulgę.

2. Pierwszy dotyk.
Pierwsze nieśmiałe głaskanie córeczki było ogromnym przeżyciem. Wkładanie rąk do inkubatora było przerażające, jej skórka taka delikatna, przezroczysta i śliska. Trwało może kilka sekund. Jednak największe emocje były przy kangurowaniu. Nie mogłam uwierzyć jak pielęgniarka powiedziała, że tego dnia będę mogła przytulić córkę.


3. Wielkanoc.
Dostaliśmy najlepszy prezent na święta. Po kilku infekcjach, powrotach na respirator, sepsach, ryzyku operacji serca przyszedł czas spokoju, wreszcie Wiki się ustabilizowała... i w końcu mogliśmy ją dotykać
i przytulać. To własnie w Wielkanoc mój mąż pierwszy raz wziął córkę na ręce.


4. Walka o każdy oddech.
Codziennie przychodząc do szpitala bałam się co zobaczę. Cele były proste. Najpierw zejście z respiratora na CPAP. Później na samodzielne oddychanie, bez dodatkowego tlenu. Trwało to długo, przy każdej infekcji był powrót na respirator i historia się powtarzała.


5. 4 ml
To była nasza zmora. 4 ml mleka. Przez zespół krótkiego jelita Wiki mogła tylko tyle "jeść". Najpierw była sonda, później nauka picia z butelki. 4ml znikało w sekundę. Po operacji w czerwcu wszystko się zmieniło
i teraz może jeść normalne porcje. Jednak została nam jeszcze jedna "przeszkoda" w postaci żywienia pozajelitowego.




6. Żywienie
W maju zaczęłam kurs obsługi żywienia pozajelitowego. Byłam przerażona, zresztą jak reszta dziewczyn. Ale tylko dzięki temu Mała mogła żyć. "Żywczyk" zawiera wszystkie składniki potrzebne człowiekowi do życia. Wiedzieliśmy, że przez jakiś czas będziemy funkcjonować z pompą. Każda godzina mniej daje nam nadzieję na zejście z żywienia. 

7. "Wystarczy chcieć"
Jeszcze będąc na OIOMie wystąpiłyśmy w materiale programu na Polsat News.

8. Rodzina i przyjaciele. 
W sytuacji kryzysowej poznaliśmy jaką siłą jest rodzina. Na czyje wsparcie możemy liczyć. Czasem wystarczy, że ktoś siedzi obok Was i nie musi słowem się odzywać, ale ty wiesz co myśli i co chce powiedzieć. 



9. Szpitalne mamy i ciocie
Usłyszałam wiele historii. Poznałam wiele dziewczyn - przyjaciółek. Z niektórymi jesteśmy w stałym kontakcie. Wspieramy się i wiem, że mogę na nie liczyć.
Nasze ciocie - pielęgniarki i lekarki. Największą miłością darzymy doktor Krysię, która była Wiktorii Aniołem Stróżem na oiomie. Bardzo o nią walczyła, a nas wspierała dobrym słowem.

10. Lipiec = dom
Na wakacje wyszliśmy do domu. Kolejne wyzwanie i strach czy sobie poradzimy. Ale jest cudownie. Nareszcie jesteśmy normalną rodziną. Nie jest łatwo, bo ciągle latamy po lekarzach. Zdarzają się niezaplanowane pobyty w szpitalu. I oczywiście ciągła rehabilitacja. 





11. "Aniołki" 
Nie każda historia kończy się happy endem. Życie to nie bajka i niestety widziałam w szpitalu też śmierć.
I na prawdę nie mogę się pogodzić, że takie maleństwa odchodzą do Boga.

12. Pierwsze Święta 
Nie spodziewałam się, że święta spędzimy w domu. Na grudzień mieliśmy zaplanowaną operację, tydzień przed Wigilią. Do szpitala pakowałam się z łzami w oczach. Na szczęście wszystko poszło dobrze do domu wyszliśmy 21 grudnia.
Pierwsze święta spędziliśmy razem. Rodzinnie. 



Dla nas jako pary cały poprzedni rok był sprawdzianem. W ciągu jednego dnia musieliśmy wydorośleć. Dzięki całej tej sytuacji wiem, że trafiłam na najlepszego męża. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Był dla mnie oparciem w ciężkich chwilach i tylko dzięki niemu nie popadłam w depresję.


W tym Nowym Roku chciałabym Wam życzyć: wiary w siebie; pokonania swoich słabości; nieużalania się nad sobą; wiele powodów do radości; zdrowia; dobrych ludzi wokoło i dużo miłości.

M.

niedziela, 16 października 2016

Zaproszenie na chrzest

U nas wszystko na wariackich papierach. Tak samo jest z chrztem, a właściwie dopełnieniem, bo Wiki
w pierwszych dniach życia była ochrzczona z wody przez pielęgniarkę. Zdecydowaliśmy w ostatniej chwili, stwierdziliśmy, że nie ma na co czekać, w listopadzie są dwa długie weekendy, potem w grudniu idziemy do szpitala... a co będzie w przyszłym roku to wielka niewiadoma. Dlatego na organizację mieliśmy trzy tygodnie... teraz został nam tylko tydzień. Na szczęście udało się skompletować ubranko dla Małej, dokupiłam kocyk (zrezygnowałam z białego, bo jest niepraktyczny) i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam...

Zaproszenia postanowiłam zrobić sama, bo i tak pewnie zamówione nie zdążyłyby do mnie dotrzeć. Postawiłam na białą klasykę z dodatkiem wstążki w kolorze kawy z mlekiem.




Niestety moje maleństwo nie daje mi czasu na tworzenie i podejrzewam, że szybko to się nie zmieni. Miałam pomysł, żeby bloga zrobić bardziej lifestajlowego, ale właściwie nie wiem czy to jest dobry pomysł. Szkoda mi całkowicie porzucić, dużo pracy i serca włożyłam we wszystko co tu się znajduje....

Pozdrawiam, M.