Zapraszam do oglądania i komentowania. Spodobała Ci się moja praca? Chcesz zamówić? Napisz do mnie: bezsennameg@gmail.com

czwartek, 20 lipca 2017

Tort z pampersów

Ostatnio odwiedziliśmy małego Julka, synka mojej koleżanki. Jako, że należę do osób, które lubią praktyczne prezenty to postawiłam na pampersy. Wiadomo, że młodzi rodzice mają dużo wydatków, a pieluchy do najtańszych nie należą.... Wybrałam trochę inną formę prezentu, zrobiłam tort
z pampersów. Dodałam jeszcze kilka małych dodatków: maskotkę słonika, trzy książeczki kontrastowe zapakowane w papier i dwa bodziaki schowane w środku warstw - jako niespodzianka.





My staramy się odpocząć na wsi. Oddychamy świeżym powietrzem, brudzimy stopy na trawie, łapiemy słońce. Zapraszam na mojego insta, bo może coś ciekawego tam się pojawi :) 

Pozdrawiam ciepło, M.

wtorek, 20 czerwca 2017

Mamą być...

Ostatnio usłyszałam, że siedzę w domu, nic nie robię i dostaję kasę z urzędu na niepełnosprawne dziecko. Trochę we mnie zagotowało, ale w język się ugryzłam. Myślę, że na pewno każda matka wie, że w domu z dzieckiem to się nie siedzi przed telewizorem całe dnie. Moje życie z dzieckiem niepełnosprawnym również proste nie jest. Zrezygnowałam z pracy, żeby opiekować się córką. Super, że jest taka możliwość i dostaję zasiłek... ale... chętnie go oddam. Oddam, żeby mieć tylko zdrowe dziecko. Żeby nie jeździć trzy razy w tygodniu na rehabilitację, ani kilka razy w miesiącu po lekarzach. Nie chcę tego stresu czy przypadkiem nie zakaziłam córki sepsą. Ani ciągłego zerkania czy przypadkiem Wika nie pociągnęła za cewnik i nie wyrwała go ze skóry.


Chętnie się zamienię... serio... tylko kto by chciał takie życie? Nie widzę lasu rąk. Żeby nie było... Kocham moją córkę. Nie zamieniłabym jej na inną. To wszystko mnie, a właściwie nas umacnia. Mam lepsze i gorsze dni. Są takie, że serio mam ochotę wszystko rzucić, uciec.... albo płaczę po kątach, bo znów zerwany opatrunek, albo krew się nie chciała cofnąć. Ostatnio miałam takie chwile grozy, trzęsące się ręce i łzy w oczach, bo jak się nie uda to jedyne wyjście to szpital. 


Ludzie widzą tylko zasiłek opiekuńczy i 500+. Widzą normalne dziecko. Bo Wiktorii niepełnosprawności nie widać na pierwszy rzut oka. Trzeba zdjąć młodej bodziaka, żeby zobaczyć kabelki przyklejone do klatki piersiowej i brzucha. Trzeba odwiedzić nas po południu w domu, kiedy podłączam Wikusi żywienie pozajelitowe albo jak pompa chodzi całą noc podając jej żywczyk. Zapraszam. Chętnie to wszystko pokaże. Tylko nie oceniajcie ludzi nie znając całej sytuacji, bo czasem prawda jest bardziej skomplikowana. 


Poświęcam na prawdę wiele dla mojego dziecka, ale nie jestem jedyna. Nas matek dzieci niepełnosprawnych jest na prawdę dużo. Jesteśmy silne, pełne nadziei i walczymy o każdy dzień. Nie potrzebujemy współczucia, potrzebujemy odrobiny wsparcia, dobrego słowa i uśmiechu.


Pozdrawiam, Meg.

środa, 10 maja 2017

Kartka na Komunię

Mamy maj, czyli miesiąc komunijny. W sobotę byliśmy się na uroczystości mojej małej kuzynki.
Z tej okazji przygotowałam kartę.





Mieliśmy ogromne szczęście, bo pogoda dopisała. Jak wracaliśmy do domu wyszła ogromna burza
z gradem.


Pozdrawiam, M.

sobota, 6 maja 2017

Majówka

W weekend majowy wybrałam się na spacer do Ogrodu Botanicznego. Ostatni raz tam byłam podczas studiów na ćwiczeniach z botaniki. Wymyśliłam sobie wycieczkę w tak niezwykłe miejsce, bo chcę zaszczepić w mojej córce miłość do natury. Wika przez swoje problemy już na starcie jest na gorszej pozycji niż jej rówieśnicy, ale nie chcę żeby czuła się gorsza. Dla nas jest normalnym rozbrykanym dzieckiem. I chociaż ludzie się patrzą na jej pozaklejane okulary to nas to nie powstrzymuje! 

Dla mnie była to idealna okazja do odkurzenia nieco aparatu. Bardzo mi brakuje takich momentów, kiedy mogłam wciąć sprzęt i beztrosko, przez kilka godzin zatracić się.

















Pozdrawiam, M.

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołego Alleluja!

Chciałbym Wam życzyć spokojnych Świąt, spędzonych w gronie najbliższych.


Nam udało się wyrwać z miasta. Święta spędzamy rodzinnie, z dala od zgiełku i wrzawy (chociaż w tym czasie w Warszawie spokojnie jak nigdy....). Delektujemy się ciszą i spokojem.

Jestem beznadziejna. Kilka dni przed wyjazdem miałam plan na zdjęcia. Zaczęłam przygotowywać "rekwizyty" dla mojego zająca. Pompony i uszy zrobiłam sama. Skrzynkę pomalowałam białą bejcą. Wszystko super... ale... zapomniałam aparatu. Na szczęście rodzice jechali kilka dni po nas i zabrali swój, ale dawno go nie używałam, więc zdjęcia nie wyszły takie jakbym chciała.





Nie zawsze wszystko po naszej myśli, ale ostatni rok nauczył mnie, że nie ma co się załamywać, bo są gorsze rzeczy na świecie niż zapomniany aparat, czy nieudane zdjęcia.

Smakujcie życie! M.

piątek, 7 kwietnia 2017

Łapacz snów z koronki

Zauroczona zdjęciami pięknych łapaczy na instagramie stwierdziłam, że muszę przygotować jeden dla siebie. Niestety nie potrafię robić na szydełku, więc koronkową serwetkę musiałam kupić.
To jest jedyny minus, albo plus bo oszczędziłam sporo czasu, ale z drugiej strony nie jest to w pełni "handmade". 






Sprawdziłam w googlach i ceny łapaczy są w granicach 100zł (znalazłam nawet takie za 130). Koszt mojego to ok 25zł.

Pozdrawiam, M.

niedziela, 19 marca 2017

Flower box

Przeglądając instagrama już jakiś czas temu natknęłam się na "kwiaty w pudełku". Chociaż jestem przeciwnikiem dawania kwiatów w prezencie to bardzo spodobała mi się taka kompozycja. 
Jako, że zbliżały się urodziny kuzynki podjęłam wyzwanie, chociaż nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z florystyką.

Bardzo ciężko było znaleźć odpowiednie pudełka, chociaż może za słabo szukałam, ale w tygodniu przed imprezą oprócz rehabilitacji, mieliśmy jeszcze kontrolę w szpital i zwyczajnie nie miałam czasu, żeby latać po sklepach. Fioletowe pudełko zostało kupione na giełdzie kwiatowej, a czarne zostało zrobione przez mojego tatę; jest to po prostu rura kartonowa po plakatach z dodanym dnem, pomalowana przeze mnie farbą akrylową (wyszło troszkę za wysokie). 

Musiałam posłużyć się tutorialem z internetu i oczywiście z pomocą przyszła Kasia z Twoje DIY. 





Moje flower boxy wymagają jeszcze dopracowania, ale myślę że jak na pierwszy raz wyszło całkiem całkiem. 

Jak oceniacie moją pracę? 

Pozdrawiam, M.