Zapraszam do oglądania i komentowania. Spodobała Ci się moja praca? Chcesz zamówić? Napisz do mnie: bezsennameg@gmail.com

czwartek, 21 maja 2015

Jak nie zbankrutować organizując wesele?

Kolejny miesiąc i kolejne weselne porady. Wiadomo, że taka impreza generuje ogromne koszty, więc każda para młoda stara się na wielu rzeczach oszczędzić. Jest kilka rzeczy z których warto zrezygnować, są po prostu zbędne lub nikt na nie nie zwraca uwagi. Są też drobiazgi, które można kupić taniej.



Z czego można zrezygnować?

1. Wypożyczanie auta / limuzyny – naprawdę nie trzeba wydawać tysiąca (a czasem więcej) złotych na auto, w którym będziecie siedzieć ok godzinę. Można pojechać swoim, albo pożyczyć od znajomego. Mój tata zorganizował auto od swojego przyjaciela, chociaż my chcieliśmy jechać naszym. Prowadził mój M. A dekorację kupiliśmy na allegro za 35zł. 

2. Bukiet dla świadkowej – razem ze świadkową zdecydowałyśmy, że warto to odpuścić. Przez większość czasu w kościele Marta trzymała mój bukiet, a po mszy i tak musiała zabierać prezenty, więc nawet mój bukiet był rzucony gdzieś w aucie.

3. Kotyliony – już dawno nie widziałam ich na weselach. Mało kto je potem zabiera, walają się po całej sali. 

4. Sztuczne ognie – wesele to nie sylwester
5. Anioły na szczudłach, pokazy taneczne, barmańskie, fotobudka – czy to naprawdę jest potrzebne? Wesele to nie cyrk. Goście przychodzą po to żeby potańczyć, zjeść i się napić. 

6. Animatorka dla dzieci - wiem, że wiele narzeczonych zastanawia się czy zapraszać małżeństwa
z dziećmi, bo "przecież dzieciom trzeba jakoś zorganizować czas" bo "będą się pałętać pod nogami tańczących". Z doświadczenia wiem, że rodzice wolą zostawić małe dzieci w domach, bo sami chcą się zabawić. Albo lepszym rozwiązaniem jest przygotowanie jednego pokoju dla dzieci, żeby mogły się tam przespać. 

7. Pieczone prosie – tzn taki pokaz krojenia świniaka przez szefa kuchni. Uważam, że na weselu jest wystarczająco dużo jedzenia.  

8. Lampiony – zacznijmy od tego, że to zabronione, a skończymy na tym że mogą spowodować pożar. 

9. Kamerzysta – ludzie krępują się w obecności kamery, wolą na spokojnie sobie potańczyć.

10. Kurs tańca – może trochę naiwnie stwierdzę, że czas idealnie wyuczonych układów minął. Młodzi z tego rezygnują i wolą zrobić to po swojemu.

11. Poprawiny.

12. Poduszeczka na obrączki – Obrączki ładniej się prezentują na talerzyku, który jest w każdym kościele.

13.. Konsultantka ślubna – jeśli się dobrze zorganizujecie, poszukacie informacji w internecie czy popytacie znajomych wszystko możecie zorganizować same. I większa satysfakcja :)




Na czym warto oszczędzić?

1. Buty panny młodej – butów z pod sukni nie widać, więc czy nie lepiej kupić butki takie które będzie można potem jeszcze założyć? Mi się udało znaleźć białe buty za 50zł. Założyłam je tylko raz, były wygodne. I co najważniejsze nie szkoda mi ich potem odstawić w głąb szafy.

2. Suknia + welon - warto poszukać na wyprzedażach. Salonu organizują takie przed końcem roku. W internecie na portalach typu olx jest pełno sukien ślubnym. W większości przypadków są
w idealnym stanie. Przecież były noszone tylko raz... No i oczywiście kolejną tańczą opcją jest szycie przez krawcową. A jeśli chodzi o welon to dużo taniej można kupić na allegro, lub zrobić samej :)

3. Lista gości - nie musicie zapraszać cioci Jadzi, którą widziałyście raz, gdy miałyście 5 lat. Albo sąsiadów, bo na wsi tak wypada. Lepiej bawić się w gronie osób najbliższych. 

4. Zaproszenia, winietki, zawieszki na alkohol- na allegro można znaleźć zaproszenia już od 1zł, ale dobrą opcją jest też robienie takich rzeczy samemu. 

5. Obrączki - warto poszukać, bo może u mniej znanego jubilera będzie taniej. Warto też "pozbierać" po rodzinie złoto. 

Może macie jakieś rady dla Młodych Par? Chcecie dorzucić swoje sposoby na weselne oszczędności?
Po raz kolejny zaznaczam, że to jest tylko moje zdanie, oparte na własnych spostrzeżeniach :) 

Pozdrawiam, M.

12 komentarzy:

  1. Dla mnie ślub to zawsze cyrk, bez względu na to co na nim jest a czego nie ma. Dwa lata temu byłam na ślubie, gdzie przed kościołem były anioły na szczudłach. Szczerze mówiąc trochę odebrało mi mowę, bo widziałam coś takiego pierwszy raz w życiu. I wtedy utwierdziło mnie to w moim przekonaniu, że ślub to na prawdę CYRK. Jestem przeciwniczką czegoś takiego i dlatego od kilku lat unikam ślubu jak tyko mogę. Jak postanowię wziąć ślub to tylko w urzędzie z kilkoma osobami z rodziny. Pozdrawiam E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaję mi się, że jak ludzie mają za dużo kasy to wymyślają anioły na szczudłach czy inne sztuczki magiczne...

      Usuń
    2. Ślub jak ślub. W kościele też może być kameralnie. Wesele - to już jest szopka i jeśli komuś nie zależy to całkiem może zrozygnować i minimum 30 tysięcy zostaje w kieszeni.
      Byłam u znajomych na weselu (w tamtym roku), to specjalnie dla gości był prosiak uroczyście sunący po sali w celu oficjalnego pokrojenia przy widowni, stół z fontanną i masą słodyczy, najdroższy w okolicy lokal, ale największą atrakcją wesela był......uwaga..... pokaz grupy tanecznej z płonącymi pochodniami i połykaczami ognia.
      Szopka total. Gościom wcale się ten pokaz nie podobał. Woleliśmy tańczyć i się bawić niż stać na dworze i się gapić na jakąś tandetę. Znudzeni i z mieszanymi uczuciami wróciliśmy do stołów i musieliśmy od nowa rozkręcać się do imprezowania. Może dlatego teraz jestem przeciwniczką wszelkich seansów i pokazów, które zabierają tylko czas i znudzają.

      Usuń
  2. Większość podpunktów to rękami i nogami się podpiszę. Szczególnie o tym o lampionach poduszeczce (moim zdaniem głupia moda), bo dużo bardziej elegancko wygląda talerzyk, o którym z resztą wspomniałaś, oraz kursie tańca- bo przecież na youtube są fajne kursy i można w domu delikatnie potrenować. No i wszystkie atrakcjie typu świnie, fontanny, lajkoniki i inne zabawiacze.
    Kotyliony- też niepotrzebne, ale miałam wenę twórczą i sama je robiłam. Nie użyłam szpilek tylko agrafki i można je później użyć w formie brożki. (do tej pory widzę u gości w domach moje kwiatuszki kanzashi, co mnie bardzo cieszy) Koszt to 20-30 zł, więc nic wielkiego. Kupnych zdecydowanie nie polecam.

    Co do animatorki, mam mieszane uczucia - fajna sprawa, ale w sumie niepotrzebna. Ale dodatkowy pokój to z doświadczenia wiem, że jest to WIELKIE udogodnienie. Wcześniej o tym nie myślałam, dodatkowe pokoje dostaliśmy przypadkiem od hotelu (jeden "lokal" z dwoma pokojami". Dzieci miały gdzie odpocząć, babcia mogła się zrelaksować, a kuzyn, który lekko przesadził z alko (niechcący) też mógł zregenerować siły i po godzince snu wrócić do zabawy. Zdecydowanie polecam.

    Kamerzysta - też go nie chciałam, ale Marcin się uparł. I wzięliśmy pierwszego lepszego, który nie zrujnował budżetu. I teraz bardzo się cieszę, bo gdy nie mam co robić lubię sobie włączyć teledyski z naszego ślubu.

    Teraz coś od siebie:
    1.Naklejki na wódkę i ciasta. Ja w pracy na tym zarabiam i sama je uwielbiam. Ale jeśli ma się mały budżet to spokojnie można z tego zrezygnować. I tak nikt tego później nie pamięta jakie mięliśmy naklejki i czy w ogóle były. Dla bardzo upartych polecam poszukać tańszej opcji (w necie często są drogie). Można popytać w drukarniach o koszt naklejek.

    2.Orkiestra. Ludzie czasami ścigają się w tym, kto bardziej znaną i droższą orkiestrę będzie miał. Chociaż kij ma dwa końce i czasem też za bardzo się na tym oszczędza. Ale tu można odnaleźć złoty środek.
    - Wystarczy poszukać fajnych młodych grajków, z energią ale jeszcze bez OGROMNEJ renomy (chociaż mogą nie umieć jeszcze wodzirejować)
    - Puścić muzykę z komputera, lub zamówić DjaWodzireja. Ja nie jestem fanką tego rozwiązania, ale przy odrobinie chęci, wspólnie z rodziną i znajomymi można stworzyć listę piosenek, które chcą usłyszeć na weselu i impreza może być BAARDZO udana.

    3. Dekoracja. Nie musimy całego kościoła obkładać kwiatami. To one są najdroższe z całej dekoracji. Wystarczy symboliczna ilość żywych kwiatów, a nadrobić je sztucznymi (u nas nikt sie nie spostrzegł, że kwiaty wzdłuż dywanu nie są żywe), lub większą ilością materiałów i gadżetów wielokrotnego użytku (wiele można wypożyczyć). Dobrą opcją jest też umówienie się z innymi nowożeńcami ślubującymi w tym dniu i składka na wspólne dekoracje w kościele. Można wiele zaoszczędzić.

    4. Prezenty dla rodziców. Tu też wiele osób nie mając pomysłu szuka na allegro statuetek super rodzica lub innych durnostojek, ładując masę pieniędzy w pierdoły. A to nie o to chodzi, żeby było drogo, ale o samą symbolikę. Ja uważam, ze już lepiej pozostać na samum bukiecie, niż koszu z masą słodyczy i statuetką super rodzica. Ale kto inny może mieć inne zdanie.
    Opcją zaoszczędzającą jest też film, o którym wspominałaś i innym poście.Trzeba wyczuć, co rodziców wzruszy, co lubią, co będzie im przypominało tą chwilę dla nich wyjątkową, ale zarazem się im przyda i będzie cieszyć oko i serce.


    Ślub, a raczej wesele jest drogą imprezą, nie ma co ukrywać. Ale sprytna panna młoda jest w stanie ominąć wiele pułapek i zrobić coś pięknie. ale tanio. Wystarczy odrobina chęci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z rezygnacji z kamerzysty nie żałuję. Postawiłam na piękne zdjęcia :)

      Co do zespołu to uważam, że na muzyce i jedzeniu nie można oszczędzać. Bo od dobrze poprowadzonej imprezy zależy całe wesele. Jeśli zespół fajnie gra, bo parkiet będzie pełny.

      W kościele mieliśmy żywe kwiaty i wiem, że parę osób podziwiało bukiety, które zrobiła siostra Benia, ale zrezygnowałam ze strojenia ławek dla gości. Wyszedł by dodatkowy koszt, a i tak nie wszystkie ławki były zajęte.

      Zgadzam się ze statuetkami dla rodziców. Co prawda nie jestem zwolenniczką samego bukietu (ogólnie uważam, że bukiet to kiepski prezent czy to dla rodziców czy Młodej Pary), ale można znaleźć coś oryginalnego, zwłaszcza że chyba młodzi najlepiej wiedzą z czego ich rodzice się ucieszą :)

      Usuń
    2. A tak, nie chodzi o to, żeby wziąć najtańszą orkiestrę, ale znam przypadki, gdy młodzi brali baaardzo drogą orkiestrę, tylko dlatego, że jest droga i (pewnie) będzie dobra. Okazała się wielką klapą.
      Trzeba poszukać, poszperać popytać, a najlepiej sprawdzić ich na żywo :)

      Usuń
    3. Nie wyobrażam sobie brać zespół/fotografa/kamerzyste na wesele bez wcześniejszego posłuchania jak grają/obejrzenia prac/ obejrzenia filmików :)

      Usuń
  3. Gdybym miała zorganizować sobie z małżonkiem takie wesele z prawdziwego zdarzenia, to najprawdopodobniej pobralibyśmy się na stare lata. Nasz ślub był skromny, cywilny (już nawet nie chodzi o kasę, a o przekonania religijne) i bardzo się z tego cieszę - nie lubię weselisk, przez co mój ślub stałby się dla mnie bardziej karą, niźli przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ważne za ile ważne, aby obie połówki się kochały do końca życia. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. z kamerzysty to raczej trudno zrezygnować, bo zawsze warto mieć video z tego dnia, ale zawsze można poprosić kogoś z rodziny o filmowanie :) a co do kursu tańca, to właśnie odwrotnie, teraz młodzi chcą się pokazać przed rodziną pierwszym wspólnym tańcem i coraz więcej jest zapisów na kursy tańca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że takie idealnie wyuczone pierwsze tańce to już przeszłość, że raczej młodzi stawiają na spontaniczne tanczenie :) najwyraźniej się myliłam :)

      Z kamerzysty zrezygnowałam bez żadnego żalu, nie każdy lubi oglądać takie filmiki :)

      Usuń
  6. Brat mojego faceta miał wesele z kamerzystą i to było pierwsze wesele od kilku lat, na którym byłam, z kamerą. Sami się zdziwiliśmy ;) co do poprawin to fajna opcja dla bliższej rodziny i znajomych, można dokończyć to co zostało z poprzedniego wieczoru no i jedzenie się nie zmarnuje. A ciasta porozdawać do domu. Ot, takie spostrzeżenia "bywalczyni", bo sama sobie nie wyobrażam organizować takiej imprezy :P

    OdpowiedzUsuń