Zapraszam do oglądania i komentowania. Spodobała Ci się moja praca? Chcesz zamówić? Napisz do mnie: bezsennameg@gmail.com

wtorek, 20 czerwca 2017

Mamą być...

Ostatnio usłyszałam, że siedzę w domu, nic nie robię i dostaję kasę z urzędu na niepełnosprawne dziecko. Trochę we mnie zagotowało, ale w język się ugryzłam. Myślę, że na pewno każda matka wie, że w domu z dzieckiem to się nie siedzi przed telewizorem całe dnie. Moje życie z dzieckiem niepełnosprawnym również proste nie jest. Zrezygnowałam z pracy, żeby opiekować się córką. Super, że jest taka możliwość i dostaję zasiłek... ale... chętnie go oddam. Oddam, żeby mieć tylko zdrowe dziecko. Żeby nie jeździć trzy razy w tygodniu na rehabilitację, ani kilka razy w miesiącu po lekarzach. Nie chcę tego stresu czy przypadkiem nie zakaziłam córki sepsą. Ani ciągłego zerkania czy przypadkiem Wika nie pociągnęła za cewnik i nie wyrwała go ze skóry.


Chętnie się zamienię... serio... tylko kto by chciał takie życie? Nie widzę lasu rąk. Żeby nie było... Kocham moją córkę. Nie zamieniłabym jej na inną. To wszystko mnie, a właściwie nas umacnia. Mam lepsze i gorsze dni. Są takie, że serio mam ochotę wszystko rzucić, uciec.... albo płaczę po kątach, bo znów zerwany opatrunek, albo krew się nie chciała cofnąć. Ostatnio miałam takie chwile grozy, trzęsące się ręce i łzy w oczach, bo jak się nie uda to jedyne wyjście to szpital. 


Ludzie widzą tylko zasiłek opiekuńczy i 500+. Widzą normalne dziecko. Bo Wiktorii niepełnosprawności nie widać na pierwszy rzut oka. Trzeba zdjąć młodej bodziaka, żeby zobaczyć kabelki przyklejone do klatki piersiowej i brzucha. Trzeba odwiedzić nas po południu w domu, kiedy podłączam Wikusi żywienie pozajelitowe albo jak pompa chodzi całą noc podając jej żywczyk. Zapraszam. Chętnie to wszystko pokaże. Tylko nie oceniajcie ludzi nie znając całej sytuacji, bo czasem prawda jest bardziej skomplikowana. 


Poświęcam na prawdę wiele dla mojego dziecka, ale nie jestem jedyna. Nas matek dzieci niepełnosprawnych jest na prawdę dużo. Jesteśmy silne, pełne nadziei i walczymy o każdy dzień. Nie potrzebujemy współczucia, potrzebujemy odrobiny wsparcia, dobrego słowa i uśmiechu.


Pozdrawiam, Meg.